niedziela, 17 listopada 2013

Chapter 2

"Jacht"

Impreza rozkręciła się już trochę, kiedy Alex równiutko zaparkowała swój samochód na parkingu niedaleko od portu oraz przylegającej do niego plaży. Wysiadłyśmy z auta i podążyłyśmy za głośną muzyką. Szłyśmy jakieś dwieście metrów, gdy ujrzałyśmy wejście na plażę.
-No to co robimy?-zapytała Alex, kiedy spacerowałyśmy bez celu po piasku, a inni tańczyli do skocznej muzyki.
-Idź tańczyć, bo chyba po to tu przyszłaś-mruknęłam znudzona. Zaczynałam żałować, że dałam jej się namówić na tą imprezę.
-Przyszłyśmy potańczyć!-krzyknęła zaznaczając pierwsze słowo i pociągnęła mnie w sam środek tańczącego, spoconego tłumu.
Nie protestowałam. I tak nic by mi to nie dało.
Po jakiś trzydziestu minutach skakania pod sceną z DJ poczułam pragnienie.
-Alex idę się napić-oznajmiłam przyjaciółce, a kiedy ta skinęła głową ruszyłam do stojącego nieopodal baru, gdzie jak się domyśliłam podawano picie. Miałam rację. Zamówiłam sobie sok pomarańczowy i kiedy mi go podano od razu wypiłam całą zawartość kubka.
-Jane proszę! Daj mi szansę!-odwróciłam gwałtownie i napotkałam swoimi oczami bardzo zabawny obrazek po drugiej stronie baru. Otóż przy wejściu stała ze splecionymi na piersi rękoma Jane Smith-siostra Ashtona, tego do którego mam słabość, a obok niej klęczał największy rozrabiaka z drugiej liceum-Nathan Miller. Najwyraźniej się w niej zakochał. W sumie... jak bym była chłopakiem to pewnie zrobiłabym to samo. Jane była wysoką, szczupłą dziewczyną o ciemnej cerze (takiej samej jak jej brat), ciemnych oczach (Ashton ma takie same) oraz brązowych, lśniących, długich włosach. Zazdrościłam jej urody. Kto by zwrócił uwagę na dziewczynę o krzaczastych brwiach, nudnych, kasztanowych włosach i zawsze bladej twarzy?
Właśnie! Nikt.
Wracając do baru i zabawnej sytuacji.
Jane odetchnęła głęboko.
-Nathan. Ile razy mam ci jeszcze mówić, że nie interesują mnie faceci tacy jak ty?-powiedziała.-Daj mi wreszcie spokój!
-Ale Jane!
Zabawne. Mam wiele wspólnego z tym całym Millerem. Oboje straciliśmy głowę dla członków rodziny Smith.
-Daj mi spokój Nathan, rozumiesz?!
Miałam już dosyć słuchania tego sporu, więc szybko wyszłam z baru.
Tak naprawdę to postawiłam się na miejscu tego chłopaka. Matko. Co za kompromitacja.
Stwierdziłam, że potrzebuję spaceru. Ruszyłam więc w stronę portu. Piękny pełny księżyc na niebie, przyjemna bryza owiewała moje ciało. Czułam się dobrze.
Ale wszystko się kiedyś kończy, nieprawdaż?
-Nie łaź za mną!-odwróciłam głowę w stronę zza której dobiegały głosy. Świetnie. Przywiało ich za mną.
Jane i Nathan któż by inny?
-Jane nie rozumiesz? Mamy ze sobą wiele wspólnego!
-Nie!-Jane nagle gwałtownie się odwróciła i już miała go chyba strzelić w twarz, kiedy spostrzegła mnie.
-Emm...Cześć?-wymamrotałam.
-Znamy się?-spytała.
-Nie-pokręciłam głową. Nie miałam ochoty teraz z nikim rozmawiać. Było mi tak dobrze samej, zanim przyszli. Ugh.
-Jane Smith-podeszła i wyciągnęła rękę w moją stronę przedstawiając się.
-Marika Richardson-podałam dziewczynie dłoń. Ta parsknęła śmiechem.
-Ta Marika?-zaśmiała się.
-Przepraszam nie rozumiem-spróbowałam się uśmiechnąć, ale obawiam się, że wyszedł z tego tylko grymas.
-Briana, wiesz która...Briana Campbell prawie na każdym spotkaniu ze mną i Agnes gada o tobie różne rzeczy. Naprzykład to, że spałaś z Mattem Cooperem.
Myślałam, że moje oczy zaraz wyskoczą z orbit.
-Coo?!-wrzasnęłam.-W życiu! Nigdy! Co za zdzira!
-Przecież wiem!-prychnęła brunetka.-Nadal nie wiem dlaczego mój brat z nią trzyma-pokręciła głową. Uklękłam w miejscu. Jak ona mogła paplać na mnie takie bzdury?! To jest nieprawdopodobne! Nic dziwnego, że Ashton nie zwraca na mnie uwagi skoro ma mnie za dziwkę. Matt Cooper bowiem zabawia się TYLKO z dziwkami.
-Co tutaj robisz?-zapytała po chwili.
-Przyszłam się przejść-odparłam.
-Nie idziesz na bajlando na jachcie?
Co za wścibstwo.
-Nie-odpowiedziałam.-To chyba tylko dla elity-dodałam przypominając sobie, że przecież zawsze, na każdej imprezie szkolne sławy mają taką przestrzeń tylko dla siebie. Porypane, ale co zrobić.
-To chodź.
Zaraz co? Czy ona właśnie zaprosiła mnie na jacht? Do elity?
-No chodź-skinęła ręką, a ja głupia ruszyłam za nią.

Z jachtu dudniła muzyka. Inna niż na plaży.
-A ty gdzie?! Ciebie nie zapraszałam-warknęła Jane do Nathana.
-Ey, ey! Nie zapominaj, że Agnes to moja kuzynka!
No tak.
Jane przewróciła oczami i wprowadziła nas na jacht. Wystrój zapierał dech w piersiach. Złote girlandy porozwieszane na zadaszonej części, dębowa podłoga, szklane okna na których nie było widać ani jednej brudnej rysy-to samo można by powiedzieć o pomalowanych na biało ścianach. Przez przejrzyste szyby można było dojrzeć piękne żyrandole zdobiące wnętrze jachtu, skórzane fotele, mahoniowe stoliki, rzeźby...
To wszystko tworzyło zgraną i cudownie komponującą się całość, a ja tak się zapatrzyłam, że nie zauważyłam pewnej bardzo dobrze znanej mi osoby na swojej drodze.
-Przepraszam-bąknęłam, kiedy zderzyłam się z ową osobą. Spojrzałam w górę i aż mnie zatkało.
-Nic nie szkodzi-wyszczerzył się...Ashton?!-Jane może przedstawisz mi swoją śliczną koleżankę?
Jak zwykle ten piękny śnieżnobiały uśmiech zagościł na twarzy mulata. Nogi mi zmiękły.
-To jest Marika. Marika to jest mój brat Ashton, ale jego pewnie już znasz...
Kiedy Jane przedstawiła nas sobie ja i chłopak podaliśmy sobie dłonie, a on przytrzymał moją nieco dłużej niż powinien.
-Jane zajmij się Nathanem,a ja zapoznam Marikę z naszą paczką.
Jane wyglądała na niezadowoloną, ale brunet nie zważał na to tylko chwycił mnie za rękę i zaprowadził do salonu.
-Ludzie! To jest Marika. Marika to są Briana, Agnes, Alec i Paul-pokazywał mi wszystkich po kolei.
Jakbym nie znała najpopularniejszych ludzi w szkole. Sorry. Tak zacofana to ja jeszcze nie jestem.
-Cześć-odezwałam się cicho. Agnes popatrzyła znacząco na Brianę, a ta tylko wytrzeszczyła oczy i wzruszyła ramionami. Tępe blondynki. Różnią się tylko tym, że Agnes ma grzywkę i jest wyższa...no i chudsza. Bez cycków. Briana jest tą niższą, ale jednocześnie tą cycatą i tą, która nakłada na gębę więcej tapety.
-Ash możemy chwilę porozmawiać?-Agnes zatrzepotała rzęsami i ruszyła na stronę wraz z chłopakiem moich marzeń.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale oczywiście Briana musiała się odezwać.
-Nie przypuszczałam, że Ashton przywlecze sobie tutaj dziwkę...-powiedziała lekceważąco.
-Co proszę?-żachnęłam się. Jak ona może? Co za zdzira!
-Jeszcze nie wie o co chodzi-prychnęła blondynka. Czyżby sprawa z Mattem Cooperem? Bo co innego?
-Słuchaj odwal się, okay? Wymyślasz sobie jakieś pieprzone pierdoły,a potem rozgadujesz wszystkim na prawo i lewo. Pewnie sama spałaś z Mattem-wzruszyłam ramionami i przestąpiłam z nogi na nogę.
Dziewczyna w dramatycznym geście przyłożyła rękę do okolic serca.
-Jak możesz być taka chamska po tym jak cię tutaj zaprosiliśmy... ktoś zaprosił.-oznajmiła.
-Mogę stąd iść!-obruszyłam się i już chciałam opuścić pomieszczenie, kiedy czyjaś silna ręka objęła mnie w tali.
-Briana proszę nie wszczynaj kłótni-poprosił właściciel owej ręki-po głosie oczywiście rozpoznałam Ashtona.-Marika zostań z nami. Rozluźnisz się trochę-szepnął mi do ucha. Skinęłam głową.
Czułam, że to nie był najlepszy pomył i że poniosę tego konsekwencje, ale co tam. Nie obchodziło mnie to. Przy nim czuję się jak księżniczka, taka wyróżniona z tej setki zakochanych w nim dziewcząt...
Okazało się, że oczywiście mieli alkohol. Alec z Ashtonem postawili na stole kieliszki i nalali do nich wódki. Po pół godzinie zapomniałam co Briana naplotła na mnie do całej szkoły, a ona najprawdopodobniej zapomniała o nienawiści jaką mnie darzyła, bo razem gadałyśmy i śmiałyśmy się. Chyba polubiłam pijaną Brianę. No i pijaną Agnes. Pijany Alec i Paul również nie byli źli. Jedyne co mi przeszkadzało to pijany Ashton.
-Marika chciałbym ci coś pokazać na górze-wybełkotał biorąc mnie za rękę. Obejrzałam się jeszcze na kanapę na której siedzieliśmy i dostrzegając liżących się Aleca z Brianą oraz Paula z Agnes natychmiast odwróciłam głowę i ruszyłam z brunetem na górę.
Chłopak zawlókł mnie do jakiegoś pokoju, zamknął za nami drzwi, oparł mnie o nie i zaczął namiętnie całować. Alkohol buzował w moich żyłach dlatego też nie protestowałam, kiedy zaczął rozsuwać zamek mojej sukienki. Zabrałam się za rozpinanie jego koszulki. Potem spodnie...
Byliśmy na łóżku w samej bieliźnie, kiedy usłyszałam grzmot, huk, a potem obydwoje wylądowaliśmy na podłodze.

Jane

Kiedy Ashton zabrał ze sobą Marikę już wiedziałam co zrobi. Upije ją i siebie, przeleci, a potem porzuci. Cały mój "kochany" braciszek. Mało tego! Kazał mi zająć się tym palantem Nathanem! Szlag mnie już trafia z tym gościem. Uwziął się na mnie, twierdzi, że jesteśmy dla siebie stworzeni i musimy być razem.
Sorry. Taki typ faceta mnie nie interesuje. Wolę jak to mawia Agnes "luzerów i niedorajdy". Swoją drogą; nazywa tak ludzi, a nie zauważa, że sama taka jest. Toleruję ją i Brianę tylko dlatego, że Ashton mnie prosi. Żebym nie popsuła jego opinii publicznej, czy jak tam to się nazywa.
-To...Co robimy skarbie?-spytał Nathan. Przewróciłam oczami.
-Człowieku! Mówiłam ci już nie mów do mnie skarbie!-krzyknęłam i ruszyłam w swoją stronę, niestety ten baran poszedł na mną.
I tak przez następne piętnaście minut. Gdzie ja tam i on. Ja do kuchni po picie-on za mną. Już szlag mnie brał powoli.
Błąkałam się po statku bez celu. Nie chciałam iść do salonu, bo wiedziałam, że tam siedzi reszta, a tam gdzie siedzi reszta w postaci Briany, Asha, Agnes, Aleca, czy Paula-tam jest alkohol za którym nie przepadałam.
Tak wędrując trafiłam do sterowni. Masa przycisków nie wiadomo do czego służących. Alec mówił, żeby tutaj nie siedzieć, bo jeszcze coś naciśniemy i zepsujemy, a jego ojciec się wścieknie.
Już chciałam wyjść, kiedy chodzący za mną Nathan zatrzasnął drzwi, podszedł do mnie i mocno pocałował. Niestety nie umiałam mu się oprzeć. Taka już jestem; jak jakiś facet, obojętnie jaki mnie pocałuje to moje ciało po prostu się temu poddaje.
Nie było mi za wygodnie. W tyłek uwierał mnie jakiś przycisk. Musiałam się ruszyć. Podniosłam się delikatnie, a Nathan złapał moje nogi, oplótł sobie w okół tułowia i wyniósł ze sterowni.
Nie zauważyłam nic dziwnego.
Na przykład tego, że kiedy blondyn mnie podniósł jacht nagle ruszył z miejsca...

Od Autorki:
UWAGA! Rozdział nie sprawdzony, ale mój kochany Fioletowy Pierniczek tak się niecierpliwił na rozdział, że nie miałam serca go przetrzymywać. Mam nadzieję, że drobne błędy, które zaraz poprawię nie przeszkodzą ci w czytaniu!
Kocham was i gorąco pozdrawiam :*

Proszę wszystkich o komentarz! Chociaż jedno słowo. Zajmuje tak mało czasu, a tak wiele dla mnie znaczy. <3